Myśl pierwsza: Polak z Moskalem może się pojednać, z drugim Polakiem… nigdy.
Meritum:
Jeszcze wczoraj pytano jak długo utrzymywać się będzie atmosfera pokoju politycznego w Polsce. Dziś już znamy odpowiedź: 3 dni. Tylu było trzeba by na nowo zaczęto kopać - tym razem już nie człowieka lecz jego trumnę.
Mam do każdego z przeciwników uczczenia Pana Prezydenta pochówkiem na Wawelu proste pytanie. Jeśli odpowiecie na nie logicznie i w sposób akceptowalny w świecie ludzi cywilizowanych, wtedy uznam, że kieruje wami coś innego niż stara, poczciwa nienawiść polityczna.
Pytanie brzmi: Czego wam ubędzie z chwilą pochówku Pana Prezydenta na Wawelu? Co stracicie?
Czyżbyście liczyli, że sami tam kiedyś spoczniecie i boicie się o to, że zabraknąć może miejsc? A może przekonani jesteście, że ktoś będzie was siłą prowadzał do krypty i zmuszał do składania tam wieńców?
Pytanie jest proste. Czekam na odpowiedzi.
Na marginiesie czyli... Prawdy nieprawdziwe profesora Nałęcza
Przed kilkudziesięciu minutami słyszałem w radio (PR3) profesora Nałęcza, który wyrażając swój sprzeciw wobec pochówkowi przywołał fakty prawdziwe, które złożone do kupy… dały całość fałszywą – wielka to sztuka by z prawd zbudować nieprawdę, ale jak widać wykonalna.
Powiedział mianowicie pan profesor, że dotychczasowa praktyka (kto powiedział, że to, co dotychczas jest jedynie słuszne?) pochówków na Wawelu jest taka, iż grzebie się tam ludzi z kilkudziesięcioletnim poślizgiem – tak, by wcześniej oceniła ich historia. Profesor zaznaczył, że był jeden, jedyny wyjątek – Józef Piłsudski, co, wg profesora było zresztą błędem (w efekcie tego błędu Marszałek leży na Wawelu i, jak rozumiem, profesor uważa to również za nieprawidłowość). Prawidłowa, kilkudziesięcioletnia zwłoka, wg słów samego profesora, dotyczyła m.in. generała Sikorskiego.
Formalnie pan profesor mówi prawdę – wawelskie pochówki po roku 1850 faktycznie z wyjątkiem Piłsudskiego odbywały się wiele lat po śmierci chowanych osób:
Mickiewicz – 1890 (35 lat)
Słowacki – 1927 (78 lat)
Sikorski – 1993 (50 lat)
Gdzież więc ogólna nieprawda w detalicznej prawdzie słów pana profesora? Tutaj:
Wszyscy wymienieni powyżej żyli i umarli na obczyźnie. W przypadku Sikorskiego natychmiastowy pochówek na Wawelu wymagałby zgody… Generalnego Gubernatora Hansa Franka (który, jak należy domniemywać, gdyby tylko go poproszono, zgodę by wydał a na uroczystości zaprosiłby przywódców alianckich oraz generalicję Armii Krajowej). Gdy umierali wszyscy trzej wymienieni Polska nie istniała – dwóch z tej trójki sprowadzono w jej granice dopiero po odzyskaniu niepodległości (1918 i 1989). Mickiewicz i Słowacki nie byli przywódcami politycznymi. Ponadto arbitralnie ustalona przez pana profesora granica współczesności wyklucza „niekrólów”, którzy chowani na początku XIX wieku byli od razu lub niemal od razu po zgonie (książę Poniatowski i Kościuszko).
Wiedząc to, co zostało napisane powyżej nie można bronić słów pana profesora już nawet nie z moralnego punktu widzenia ale nawet czysto historycznego. Pan profesor, najzwyczajniej w świecie, by bronić swojej racji przedstawił fakty historyczne tak dobrane, by dały pozór logicznej argumentacji. Tymczasem, jak to zwykle z wykładami historii dawanymi na potrzeby bieżącej polityki bywa, najważniejsze zostało pominięte.
Nie piszę tego by gnębić pana profesora jako przeciwnika politycznego. Myślę, że politycznie sam gnębi się każdy kto dziś wszczyna awanturę na cmentarzu.
Piszę to ponieważ kocham historię – i dlatego czuję wewnętrzny sprzeciw za każdym razem, gdy ktoś „sprzedaje” publiczności jej nieprawdziwą wersję.
PS. Na Wawelu znajdzie się pewnie kilku królów, którzy również nie zasłużyli na to miejsce. Zapewne byli tam antysemici, może katoliccy fundamentaliści, zapewne podżegacze wojenni. Proponuję młodym-gniewnym z Facebooka (tym, którym to „zepsuto żałobę”) aby zlustrowali i monarchów. Pewnie wywalić paru się uda. Zwolnicie miejsce dla… No właśnie – dla kogo? Któż godzien… poza wami samymi?



Kaska